• Wpisów:9
  • Średnio co: 230 dni
  • Ostatni wpis:6 lata temu, 13:17
  • Licznik odwiedzin:25 395 / 2303 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Rozdział 9

- O już jesteś ! – zwrócił się do mnie Dawid. Podszedł przytulacjąc i całując mnie tym razem w policzek.
- A ona liczyła na więcej – zadrwiła sobie Marysia.
- Ej ! – krzyknęłam i ją popchnęłam, dorcząc się z nią.
- Ty tu Maryśka nie podskakuj ... – wyrzucił Dawid.
- Ej, ej, ej, to ty tu lepiej się nie mądruj, bo to dzięki mnie spotykacie się dzisiaj. – przemówiła Marysia.
- To prawda. – zwróciłam się do Dawida. – Marysia załatwiła nam czas do 23. No to znaczy o 23 mamy być w domu z Marysią. – powiedziałam Dawidowi.
- O, serio ? To dzięki Maryśka. – podszedł do niej i ją przytulił. – Ej, no chyba nie jesteś zazdrosna ? – z uśmiechem popatrzał na mnie Dawid.
- Nie no co ty.. – odpowiedziałam. A on zaraz podszedł do mnie i mnie pocałował.
- Dobra, to my się już zbieramy. O 18 mamy jazdę, a jest 17:30. Jeszcze musimy się przebrać, pójść po toczki i wybrać konie. – powiedziała Marysia.
- O której się kończy ta lekcja ?- zapytałam Marysi.
- Dzisiaj o 20. Odpowiedziała.
- No to w takim razie zapukam po Ciebie lekko po 20. Zgoda? – zarzuciłam propozycję Dawidowi.
- Okej, skrabie. – odpowiedział z uśmiechem i jego wargi zbliżyły się do moich.

Odeszłyśmy na bok z Marysią i szłyśmy w kierunku przebieralini.
- Skarbie ? – powiedziała szeptem. – Proszę, tylko się zabezpieczcie, bo ciotka mnie zabije.
- Marysia ! – popchnęłam ją. – Weź przestań ! Nic z tych rzeczy .
- Dobra, dobra. Ja tylko ostrzegam..Chodźmy już się przebrać, a później wybierzesz sobie konia. – wyrzuciła Marysia.
- Okej.


Poszłyśmy się przebrać. Później znalazłyśmy naszą panią instruktor Kasię. I Marysia ma już swojego własnego konia. Nazywa się Calibri. Ja musiałam iść z panią Kasią i wypożyczyć sobie jakiegoś na jazdę. Wybrałam klacz o imieniu Estera. Jest to klacz gniada. A koło uszka ma małą białą plamkę.


Zaczęła się lekcja. Marysia jeździłam sobie sama i ćwiczyła różne inne techniki. Ja tłumaczyłam pani na jakim jestem etapie nauki. Pani kazała wykonać mi kilka okrążeń hali.. kłusem anglezowanym. A później ćwiczyłam sobie różne rzeczy. Dochodziła już powoli 20 i lekcja się kończyła. Podziękowałam pani za opiekę i świetną naukę. Zeszłam z Estery, ściągnęłam z niej siodło , odprowadziłam ją do stajni, a siodło do magazynku.

- I jak było ? – zapytała mnie Marysia.
- No świetnie, szkoda, że jutro wyjeżdżam. Ale jutro też mamy lekcje ? – zapytałam.
- Tak oczywiście. Pierwszą od 14 do 15, a drugą od 19 do 20. A autobus macie o 23:50 .. – stwierdziła.
- No tak... – powiedziałam.
- Dobra to ty panno niecierpliwa idź już do tego Dawida. – mówiła, widząc, że patrzę na zegarek. – Powodzenia.
- No tak, tak. Dzięki. To gdzie się spotykamy ? – zapytałam szybko.
- Ja teraz idę nad zatoczek, jutro Cię ta zabiorę. Może o 22:20 nad zatoczkiem ? Okej? – oznajmiła Marysia.
- Ale ja kompletnie nie wiem gdzie to jest.. – odpowiedziałam.
- Ale, Twój ukochany wie. Powiedz mu to Cię odprowadzi. W razie czego to dzwoń. I miej telefon zawsze przy sobie, bo jak coś Ci się stanie... – odtrzegła.
- Oj dobrze, nic mi się nie stanie. Baj.
- Baj. – pożegnała mnie Marysia, a ja poszłam do Dawida.....


I jak się podoba ? ;D 10 rozdział dodam wieczorem.
  • awatar I follow you ♥: Fajnie tu masz ! :) Ja również piszę, może wpadniesz? *Dodaję do obserwowanych*
  • awatar Gość: Zaje... Idz w te stroy idealnie ci to wychodzi jestem pod wrazeniem . Wbijaj ;D
  • awatar Czekollaaddkaa<3: Kolejne chce <33 +wbij do mnie :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (14) ›
 

 
Rozdział 8

Gdy biegłam za Marysią na górę wiedziałam, że zaraz zacznie się rozmowa typu : Co to był za chłopak i w ogóle... i tak też się stało.

- No gadaj .. – odezwała się Marysia.
- Co mam gadać ? – krążyłam wokół tematu.
- Oj ty już dobrze wiesz, co... – No gadaj, jak było na randce z Dawidem.
Gdy tylko usłyszałam, że zna jego imię, ogłupiałam.
- To ty go znasz? – zapytałam zdziwiona.
- No jasne, znamy się od dziecka. Jak moglibyśmy się nie znać ? Jeżdżę tam od 9 lat, a jego wujek jest właścicielem całej posesji. – odpowiedziała.
- No faktycznie.
- No, ale gadaj co to za pocałunek?
- No wiesz...
-Ej , wyglądasz jakbym zaraz miała zejść na dół i powiedzieć wszystko twoim rodzicom. Rozchmurz się, przecież wiesz, że nikomu nic nie powiem. Masz moje słowo. – powiedziała i mnie mocno przytuliła.
- Okej, dzięki Ci Marysia.
- Nie ma za co. Po to jestem.
- No to gadaj ! Wiem, że ci na nim zależy, to widać po Tobie.. Oj młoda, zakochałaś się. – odezwała się.
- Chyba tak.. – oznajmiłam.

Pogadałyśmy jeszcze trochę i zeszłyśmy na obiad, była już 17, a na 18 miałyśmy zacząć lekcje jazdy. Marysia o wszystkim pomyślała i wiedząc, że pewnie chciałbym się spotkać z Dawidem, powiedziała że wyjedziemy wcześniej jeszcze się przejść. Rodzice się zgodzili, więc wzięłyśmy potrzebne rzeczy, kluczę, pieniądze i ruszyłyśmy w drogę. Ciotka jest świetna, uświadomiła mojej mamie, że Marysia jest bardzo odpowiedzialna i się mną zaopiekuje, bo ma już 16 lat. I powiedziała na tylko że mamy wrócić do 23., a rodzice z ciotką pojadą do znajomych na grilla i wrócą gdzieś tak przed 23.


- No to co, zostawię Cię z tym twoim królewczem... macie czas do 22. Tylko bądzcie grzeczni albo chodziaż się zabezpieczaj, mała – odezwała się z uśmiechem Marysia.
- Marysia ? Nie mamy mowy o takich rzeczach ! Wybij to sobie z głowy. – odkrzyknęłam i szturchłam ją w ramię.
- Jasne. Ja wiem swoje.. – uśmiechnęła się szeroko.
- Okej, okej. – odwzajemniłam uśmiech.

- O patrz kto idzie ! Twój ukochany – krzyknęła gdy podchodziłyśmy już prawie pod wejść do stadniny.....


troszku krótsze, bo jestem bardzo zmęczona. 9 rozdział to będzie kontynuacja tego.
I jak się podoba ^^ ?
 

 
Rozdział 7

-Dawid..przepraszam. To nie tak jak myślisz.! – krzyknęłam do niego.
- A wiesz co ja myślę? – powiedział.
- Nie wiem, ale chcę Ci to wytłumaczyć... Patryk mnie tam zaciągnał, powiedział, że mu się podoba i wogóle.... i tak nagle mnie pocałował, a wtedy ty weszłeś.. – zaczęłam szybko tłumaczyć. A on spuścił głowę i poszedł w drugą stronę.. a ja krzyknęłam za nim ... – Dawid zaczekaj ! Przepraszam ...

Nagle zauważyła mnie Marysia. I co ja mam jej powiedzieć, co mam z tym zrobić. Z Patrykiem, z tym pocałunkiem, a przede wszystkim z Dawidem, jak on to przyjął...

- Co tu się stało ? Czemu tak smutna ? Gdzie Patryk ? – nagle zarzuciła mnie pytaniami Marysia i wyłączyła mnie z myślenia.
- A co miało się stało ? Nic, nic. A Patryk..... powinien być w stajni. – odpowiedziałam.
- O Patryk jesteś ! – krzyknęła i zarzuciła mu się na szyję.
Był szczęśliwy jakby nigdy nic się między nami nie stało. Przytulił Marysię i ucałował.
-Hot-dogi już się robią. Zostawię was jeszcze na chwilę i zaraz przychodzę – odezwała się Marysia i poszła w kierunku baru.

Gdy tylko odeszła wystarczająco daleko powiedziałam Patrykowi .:
- A ty co ? Zamierzasz nic jej nie mówić ? – zapytałam ze złością.
- A co mam jej mówić ? .. że się z Tobą całowałem... że mi się podobasz...? – zapytał z pogardą. – Może ty jej to powinnaś powiedzieć.? Pewnie nie była by zadowolona, gdyby dowiedziała się, że ty też do mnie to czujesz.. i podobało ci się jak się całowaliśmy.. – powiedział.
- Jak ty możesz tak mówić... Dupek ! – krzyknęłam i go spoliczkowałam. Akurat w tym czasie z baru wyszła Marysia, a z pensjonatu Dawid i oboje to zobaczyli... A ja wybiegłam ze stadniny na pobliską ławkę.

Zaraz usłyszałam głos Marysi.
- Ania? Nic ci nie jest? Przepraszam... Patryk to dupek, wszystko mi opowiedział. – opowiedziała i mnie przytuliła.
- Nic mi nie jest. – odpowiedziałam z płaczem. Naprawdę to czułam jakby powoli moje życie się rozpadało.
Nagle podbiegł Dawid.. i zapytał się Marysi :
- Mogłabyś zostawić nas samych ?
- Tak, oczywiście. – zwróciła się do Dawida, a do mnie powiedziała.. – przełożę tą lekcję na wieczór, tak będzie najlepiej dla nas wszystkich.
- Dobrze. – odpowiedziałam. Ona poszła, a ja zostałam sama z Dawidem.

- Po co przyszełeś ? – zapytałam szybko Dawida.
- Zobaczyłem, że płaczesz. Przecież nie mogę być wiecznie zły, po prostu byłem w szoku. Przepraszam... bardzo zależy mi na Tobie. – wyjęknął odpowiedź z garstką smutku.
- To ja przepraszam... – powiedziałam.
- Nic się przecież nie stało. – odpowiedział i mnie przytulił.
A wtedy w sercu zrobiło mi się tak jakoś cieplej i zaczęło szybciej bić. Czułam, że też mi na nim zależy. Że w głębi serca też coś do niego czuję.
- Wiesz Dawid ?
- Słucham Cię.
- Mi też na Tobie bardzo zależy. – westchnęłam, przytuliłam się i położyłam głowę na jego ramieniu.
- Przecież wiem... – i delikatnie zaczął mnie głaskać po policzku. – Więc możemy spróbować ? – zapytał z nutką zawahania.
- Dawid...
- Przepraszam, dobrze zapomnij. – odparł.
- Nie głupku !... – zdjęłam głowę z jego ramienia i popatrzałam mu w oczy. – Zależy mi na Tobie, nawet bardzo.. a odpowiedź na Twoje pytanie znaczy ‘tak’.
Uśmiechnął się... a jego wargi zbliżyły się do moich. Pocałował mnie, a ja wiedziałam, że to może być to o czy zawsze marzyłam.

I wtedy akurat moja kuzynka przeszła koło nas i zauważyła, że się całowaliśmy.
- Nie chcę wam przeszkadzać.. – wycedziła Marysia. ... ale powoli musimy się zbierać do domu. Miałyśmy być z powrotem na 16.
- Dobrze, zaraz ją odprowadzę. – odpowiedział szybko Dawid. A Marysia tylko się do mnie podejrzliwie uśmiechnęła i odpowiedziała : - W takim razie dobrze. Czekam w pokoju na górze. Baj.
- Baj. – krzyknęłam za nią, bo byłam zaskoczona całą tą sytuacją.

- Dobra to może odprowadzę Cię moją drogą. – zaproponował Dawid.
- Jak uważasz, tylko mnie nigdzie nie wyprowadź. – z uśmiechem oznajmiłam.
- Spokojnie o nic się nie bój . – pocałował mnie tym razem w policzek, złapał za rękę i poszliśmy dalej.
Przez drogę dużo rozmawialiśmy, o tym w jakiś okolicach Poznania mieszkamy. Okazało się, że nawet blisko siebie i właśnie idę teraz do szkoły do której on chodzi. Bo ja ide teraz do 1 klasy gimnazjum, a on do 2. Rozmawialiśmy o różnych rzeczach, fajnie nam mijał czas, ale niestety za szybko. Zaraz doszliśmy do domu ciotki .
- To do zobaczenia wieczorem... – powiedział, machając na pożegniania.
- Do zobaczenia. – pożegnałam go i odmachałam.

Gdy weszłam na taras domu, ciotka zapytała.
- A co to za jeden ?
- To mój kolega. – odpowiedziałam , bo wiedziałam, że nie mogę nikomu mówić,bo zaraz rodzice by się dowiedzieli i by było niemiło. Więc weszłam do domu...rodzice byli na spacerze.

- Tylko kolega, powiedasz ? – nagle złapała mnie Marysia, chcąc wkurzyć i pobiegła szybko na górę, a ja pobiegłam za nią.


I jak ^^? Trochę długi ! ale wolałam to zamieścić w jednym.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

 
Rozdział 6

Pożegnałam Patryka i Marysię i weszłam do stadniny. Była dość duża. Wchodząc po lewej stronie stała duża hala, na przeciwko pensjonata, gdzie można było wynająć pokoje, a po prawej stajnia i boksy dla koni.
Poszłam najpierw popatrzeć na halę jak inni jeżdżą i się uczą. Popatrzałam chwilkę i poszłam zobaczyć pensjonat. Był na nim wielki zegar , a na nim godzina 11:30... W środku było cudnie, różne podkowy, medale, puchary i dużo przeróżnych zdjęć jeźdźców i koni.
Wychodząc z pensjonatu poszłam do stajni. Gdy do niej weszłam nagle z nienacka wyszedł jakiś chłopak...

- Oj przepraszam. – powiedział nieznajomy wpadając na mnie.
- Nie nic się nie stało. – odparłam.
- Na pewno nic ci nie jest ? – rzekł podając mi rękę, by pomóc mi wstać.
- Na pewno, nie musisz się martwić, to nic takiego. – odezwałam się , szybko się strzepując.
- A tak wogóle.. to nazywam się Dawid. – przedstawił się.
- Cześć, nazywam się Ania.
- Co ty tu szukasz? Nigdy Cię tu nie widziałem. – odparł Dawid.
- A oprowadzam się po stajni, moja kuzynka poszła gdzieś z chłopakiem i wróci o 14, bo mamy lekcje.
- Ciekawe. Pozwolisz, że Cię odprowadzę ?- zaproponował.
- Bardzo chcętnie. – odpowiedziałam z uśmiechem.
- To chodź.

Dawid oprowadzał mnie ponad godzinę. Pokazał mi bardzo niezwykłe miejsca. A jest on wysokim brunetem o piwnych oczach. Jest bardzo przystojny i również jeźdźi konno od 7 roku życia. Mówi, że jego wujek jest właścicielem tej całej stadniny, a on przyjeżdża tylko do niego na wakacje.

- To mówisz, że przyjeżdżasz tu co roku? – zapytałam.
- Tak, może to daleko, ale uwielbiam jazdę konną. Rodzice moi nie muszą tu myśleć o kosztach jazdy, tylko o dojazd. – odpowiedział.
- A tak wogólę to gdzie mieszkasz ? Jeśli mogę wiedzieć ..
- Jasne, że możesz. To nie tajemnica. Mieszkam w Poznaniu, a ty? Jeśli mogę wiedzieć oczywiście. – odpowiedział ze śmiechem Dawid.
- Ooo jaki ten świat mały.. – wyjąkałam. – Ja też mieszkam w Poznaniu.
- O to super ! – powiedział z radością.
- Może się kiedyś spotkamy.. – odparłam.
- Nie może tylko na pewno – rzekł Dawid. – Oczywiście, jak będziesz chciała...
- Jasne, że będę chciała. – powiedziałam z radością.
- To fajnie... – odparł Dawid. – Wiesz co ? Wiem, że znamy się ledwie 2 godziny, ale chciałbym Ci coś powiedzieć.
- No jasne, że mów..!
- No bo ty mi się podobasz.. i chyba nawet coś więcej. Wiem, że znamy się od nie dawna, ale jesteś ładna i jesteś fajna z charakteru. – wyjękał Dawid.
Zamurowało mnie, nie wiedziałam co mu powiedzieć, żeby go nie zranić. Co prawda on też mi się podobał i miał świetny charakter, ale.....
- Oj przepraszam, zapomnij .. – wycedził ze smutkiem.
- Nie no co ty.. Ja też myślę, że jesteś świetnym chłopakiem. I też mi się podobasz. – odpowiedziałam zamyślona.
- To w czym problem ? – powiedział.
- Noo, bo ja... Ja nigdy nie miałam chłopaka i nie chciałabym Cię zranić...
- Nie zranisz.. porawdzimy sobie. A na dodatek mieszkamy w jednym mieście. – odparł.
- No tak..– odpowiedziałam.
- Możemy spróbować ? – zapytał z iskrą radości w oczach.
- Dobrze.. a teraz przepraszam Cię bardzo.. Już 13:45, a wiedzę chłopaka kuzyki.. muszę iść. Baj.
- Pa, do zobacznia. – pożegnał się z uśmiechem.


- Cześć Ania. – krzyknął Patryk z uśmiechem i mnie przytulił.
- Cześć... a gdzie Marysia ?
- Poszła do baru nam coś kupić, za jakiś czas wraca. Lekcje mamy przełożone na 14:30, także mamy jeszcze czas.
- Chodź , przejdziemy się po stajni.. – zaproponował złapał mnie za rękę i poszliśmy.
- Ale musimy zaraz wracać, bo Marysia nie wie gdzie jesteśmy.
- Spokojnie skarbie, znajdzie nas. – powiedział z zadziornym uśmieszkiem.
- Yyy skarbie? Chyba ci się coś pomyliło. – odezwałam się z lekką złością.
- Nie nie pomyliło, nie złość się tak. – odparł, a jego ręka powędrowała na mój policzek.
Bardzo byłam zaskoczona i stałam jak wryta.
- Muszę Ci coś powiedzieć Aniu, tylko się nie złość. Bardzo mi się podobasz, podoba mi się również twój charakter. O początku jak Marysia o Tobie opowiadała i pokazywała Twoje zdjęcia, spodobałaś mi się. – oznajmił, a jego wargi powoli zbliżały się do moich..
- Patryk.. nie ....! – krzyknęłam.
A wtedy mnie pocałował. Nie chciałam tego, ale moje serce zaczęło bić mocniej.. Nagle usłyszałam, że ktoś wchodzi, zobaczyłam Dawida.
- Ania? – był w szoku i wybiegł na zewnątrz.
Dawid ! To nie tak ...- krzyknęłam , szybko odepchnęłam Patryka i pobiegłam za Dawidem.



I jak się podoba ^^ ? Jeszcze za nie długo postaram się dodać 7 rozdział. ;*
 

 
Rozdział 5

- Wstawać dziewczyny, bo zaraz śniadanie. – krzynął tata z korytarza.
- Już ! zaraz schodzimy..- odkrzyczała Marysia.

- No to co ? Gotowa na pierwszy dzień ? – zapytała mnie z uśmiechem.
- Tak jasne. Już się nie mogę doczekać.
- To dobrze, dobra wstajemy, bo zaraz śniadanie i do stadniny.
- No okej, a na którą tam mamy być ?
- Patrykowi powiedziałam, że będziemy na 11. – powiedziała szeptem.
- A okej, to lepiej się szykujmy, bo już 9, a twój rycerz odjedzie na białym koniu. – zaśmiałam się.
- Hahaha, bardzo śmieszne.
- No bardzoo.

Ubrałyśmy się i pościeliłyśmy łóżka. Marysia dała mi skorzystać z Internetu tak jak się wcześniej umówiłyśmy. Wzięłam potrzebne rzeczy z pokoju i zeszłyśmy na śniadanie. Była 9:45.

- Dzień dobry, moje słonka – wykrzyczała ciotka. – Jak się spało Aniu ?
- A bardzo dobrze ciociu. – powiedziałam.
- To się bardzo cieszę.
- To zapraszam na śniadanie. – odezwała się mama.
Przywitałam się z nią i z tatą i siedliśmy do śniadania. Jak już zjedliśmy, posprzątałyśmy z Marysią i pożegnałyśmy się, mówiąc, że idziemy do stadniny i wrócimy na 16. To jak przyjdziemy zjemy obiad, a jak bedziemy głodne to sobie coś na szybko kupimy w barze. Obie dostałyśmy po 10 zł. Wzięłśmy telefon, pieniądze i poszłyśmy.

- To jakieś 15 minut drogi stąd.. zaraz dojedziemy, szybko minie. – powiedziała Marysia.
- Okej, już nie mogę się doczekać.
- Ania, ale na prawdę nie zrobię Ci żadnego problemu, jeśli pójdę sobie pogadać z Patrykiem?
- Nie ! Naprawdę nie zrobisz. Ja w tym czasie rozejrzę się po stajni. A ty na którą masz jazdę ?
- Okej, wielkie dzięki. – z uśmiechem mnie przytuliłam. – Jazdę mam na 140, tak jak i ty, a co ?
- Nie nic tak tylko pytam. To wrócisz z Patrykiem o 140. Ja też ?
- Okej, postaram się wcześniej . No oczywiście, że tak na 1 godz. i 30 min. do 15:30.
- Nie musisz wcześniej, ja się sobą zajmę. Okej dzięki za jazdę.
- Nie ma za co. Pod wieczór też mamy, ale na godzinę od 19 do 20 . I jutro też.
- No co ty gadasz.... wielkie dzięki. – tym razem to ja ją przytuliłam z całej siły.
- O widzisz to już tam.. – powiedziała, pokazując na w miare dużą stadninę koni.
- No to fajnie. Która godzina ?
- Już 110. Patryk powinien ... o tam stoi. ! Chodźmy, przedstawię Ci jego.
- Okej. – I pobiegłysmy w jego stronę, w stronę baru koło stadniny.


- Siemka Patryk. – wyrzuciła Marysia.
- Siemka bejbe. – powiedział Patryk, przytulając i całując Marysię.
- A to moja przyjaciółka- kuzynka Ania... – obie się zaśmiałyśmy.
- No siemka – podałam mu rękę, a on ją ominął i mnie przytulił, patrząc na Marysię.
- No co? Chyba nie jesteś zazdrosna. – zaśmiał się, całując ją. – Twoi przyjaciele są moimi przyjaciółmi.
- Nie, no co ty. – powiedziała. – Mówiłam, że to głupek. – zwróciła się do mnie.
- Kochany głupek. – oznajmił Patryk.
Patryk był dość wysoki, umięśniony i dobrze zbudowany. Miał takie błękitne piękne oczyska. Był bardzo przystojny i zresztą miły i zabawny.
- To wy idźcie gadać, a ja się rozejrze po stadninie. – powiedziałam
- To nie idziesz z nami. – rzekł Patryk smutnym głosem.
- Nie, rozejrzę się tutaj, a wy sobie idźcie pogadać i przyjdźcie o 140 na lekcje.
- Dobra, będziemy troszkę przed 14. – szybko rzuciła Marysia, łapiąc Patryka z rękę i ruszając dalej. – Powodzenia ! – krzyknęła. – Jak będziesz czegoś potrzebować to dzwoń.
- Ej, poradzę sobie, aż taka mała nie jestem. Mam 13 lat.
- Mała, mała, malusieńka. – mówił, śmiejąc się, Patryk.
- A spadaj. Poradzę sobie. Jak coś to zadzwonie. Baj.
- Baj Baj – pożegnał mnie Patryk.
- Pa.. dzwoń jak coś . – oznajmiła Marysia.
- Dobra, dobra idźcie już. – krzyknęłam i pomachałam na pożegnanie...

I jak się podoba? ^^ Zaraz piszę 6 rozdział
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
Rozdział 4

Rozpakowywałam swoje najpotrzebniejsze rzeczy na półkach, a resztę zostawiłam w torbie na łóżku. Wyszłam z pokoju i zamykając za sobą drzwi zeszłam na dół.

- O jesteś słonko. – odezwała się ciotka z wielkim uśmiechem i mnie przytuliła.
-Tak jestem rozpakowałam najpotrzebniejsze rzeczy,a resztę zostawiłam w torbie.. – odparłam.
- I słusznie. – odpowiedziała mama.
- Dobra, to zapraszam na kolacje. Wszyscy są głodni i zmęczeni, a szczególnie wy. – Marysia wskazała na mnie, tatę i mamę.
- Dobrze chodźmy. – powiedzieliśmy i ruszyliśmy do kuchni.

Przy kolacji opowiadaliśmy sobie co się ciekawego do tej pory u nas zdarzyło, o pracy i trochę o nadchodzącej szkole. Gdy kolacja już powoli dobiegła końca wszyscy pomogliśmy przy sprzątaniu. Oczywiście ciocia nie mogła, bo nie może się wogóle poruszać. W ostateczności porusza się na wózku, ale tylko na parterze domu. Gdy skończyliśmy sprzątać, a wszyscy już byli zmęczeni Marysia rzuciła ... :

- Jutro po śniadaniu idę z Anią do stadniny, zapoznam ją, oprowadzę i pojeździmy.
- O to wspaniale, wiesz jak Ania uwielbia konie. – rzekła się mama. – Tylko uważajcie na siebie, Ania jeszcze nie jest zawodowcem. – zaśmiała się.
- Dobrze mamo, będziemy uważać. – powiedziałam.
- To my idziemy na górę. – wyrzuciła szybko Marysia, złapała mnie za rękę i pociągnęła..
- Dobranoc małe.. – odezwała się ciocia i wysłała buziaka.
- Dobranoc -odparłyśmy.
- Dobranoc....śpijcie dobrze. – wyrzucili zmęczeni rodzice.


- To jest twoje łóżko – powiedziała Marysia wchodząc do pokoju i pokazując na piękne zresztą bardzo wygodne duże łóżko.
- Dzięki, na prawdę się cieszę, że śpię w twoim pokoju z Tobą, sama chyba popadłabym w nudę. – wycedziłam.
- Jak już mówiłam ja Ci nie dam się nudzić. – z uśmiechem na twarzy stwierdziła.

Obie przebrałyśmy się w piżamy i zanim jeszcze poszłyśmy spać Marysia powiedziała ... :
- Chcesz skorzystać z Internetu ?
- Nie dzięki na razie nie... może jutro z rana sobie wszystko posprawdzam.
- Nie to nie, okej jutro rano. A ja sobie posprawdzam teraz. Muszę coś napisać do Patryka.
- A kto to taki ?
- Hmm.... no wiesz, to mój chłopak. Też jeździ na koniach w tej stadninie, ale mieszka na drugim końcu miasta...
- Spoko.. to fajnie ..
- Ty błagam Cię nie mów nic ciotce i swoim rodzicą. Ciotka by oszalała, a poza tym nie pozwoliła by mi się z nim spotykać. – wyjękała błagalnym tonem..
- Ej, no spoko. Przecież nic nikomu nie powiem. Chociaż jesteśmy kuzynkami potraktuję Cię jako przyjaciółkę. – powiedziałam z uśmiechem, wskoczyłam na jej łóżko i ją przytuliłam.
- No, dzięki, dzięki Ania. Ja Ciebie też uważam za przyjaciółkę. – Muszę mu wysłać wiadomość, że jutro będę w stadninie i że będę z Tobą.
- ... ale słuchaj jak chcesz się z nim spotkać to ja nic nie powiem, a w stadninie zajmę się sama, przecież sobie poradzę. Wy w tym czasie sobie pogadacie, gdzieś pójdziecie, a później po mnie przyjdziesz. – dałam jej propozycję.
- .ale....
- Nie ma żadnego ‘ale’... Marysia, poradzę sobie.
- No pewno?
- Tak ! A ty spędź z nim jak najwięcej czasu. Tylko później po mnie przyjdź.
- Oczywiście, że przyjdę. Dziękuję Ci kuzynko-przyjciółko. – zaśmiała się i mnie mocno przytuliła. – A no właśnie, a ty masz już chłopaka ? – zapytała,
- yyyy.. nie... nie mam. – zdziwiło mnie jej pytanie, nigdy nie pomyślałabym, że będę tu z nią gadać o takich rzeczach.
- To już nie długo na pewno się zmieni – z uśmiechem i podstępem powiedziała.
- Ty tu mi nie kombinuj..! – odezwałam się i zaczęłyśmy się śmiać.

Ja wróciłam do swojego łóżka. Ona napisała wiadomość, wyłączyła laptopa i zaraz obie zasnęłyśmy ......

I jak ^^ ? Dłuższe...wiem, ale piszę to opowadnie szczegółowo..
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Rozdział 3

Książka była bardzo ciekawa, aż nie mogłam się od niej oderwać...

- Ej, żyjesz ? – spytała mama.
- O tak, jasne, to znaczy jeszcze... – wystraszyłam się nagłego pytania mamy. – Po prostu czytam ciekawą książkę, dała mi ją Hania.
- Tak fajnie. Czytaj , czytaj tylko chciałam Cię poinformować, że już za nie długo wysiadamy. – powiedziała.
- Serio ? Tato, która godzina? – zapytałam.
- Dochodzi 19, a o 19:20 będziemy na miejscu. – oznajmił tata.
- Także pakuj się powoli i wyciągnij bluzę, bo Marysia mówiła, że jest trochę chłodno. – rzekła mama.
- Dobrze, dobrze.

- Koniec naszej trasy.. jesteśmy w Rudnej Małej koło Rzeszowa.. – wykrzyczał kierowca.

I właśnie tam dokładnie wybudowała się 10 lat temu moja ciotka i tam spędzę ostatni weekend wakacji.

- Dobra wysiadamy. – rzekł tata do mnie i do mamy.
- Już , już. – powiedziała mama, wyciągając sobie bluzę.

Zaraz koło przystanku stała Marysia, nie poznałam jej, ostatnim razem widziałam ją 5 lat temu na jakimś rodzinnym spotkaniu.

- Witam, witam – powiedziała z uśmiechem tuląc moją mamę.
- A to jest mój mąż Krzysztof – mama przedstawiła tatę. – A to Ania możecie się nie pamiętać , widziałyście się 5 lat temu.
- Ależ się zmieniłaś Ania .. – wykrzyknęła Marysia i mnie mocno przytuliła. A tacie uścisnęła dłoń i się przedstawiła.
- Dobra chodźmy po torby.. – powiedziała mama.
- Dajcie jakąś to pomogę wam nieść. – z uśmiechem na twarzy oznajmiła Marysia.
Wzięliśmy torby i poszliśmy za Marysią.
- To już nie daleko, zaraz za tym sklepem. W domu czeka na was kolacja. – powiedziała kuzynka.
- Oj nie trzeba było, sami byśmy sobie poradzili. – ogłosiła mama.
- No ciociu, trzeba było jesteście gościmi, a poza tym jesteście na pewno zmęczeni. – rzekła Marysia. – To już ten dom.
Wskazała na piękny duży dom z ogrodem i basenem...
- Cudo .. – wyjąkałam.
- No brzydki to on nie jest.. – zaśmiała się Marysia.
- No śliczny. – powiedzieli mama z tatą.
- A tam na tarasie, siedzi mama. – powiedziała Marysia.
- O Krysia, jak ja dawno Cię nie widziałam, co u Ciebie..? – mama do cioci.

- To my zaniesiemy torby do środka, a wy pogadajcie.. – rzekła Marysia i weszłyśmy do środka.
W środku było tak samo cudnie jak na zewnątrz, widać ciotka jest bogata.. normalnie jak z bajki.
- Rodzice dostaną sypialnię, a ty chcesz być sama w pokoju czy dojdziesz do mnie? – zapytała.
- Jeśli nie będę przeszkadzać, to wolę do Ciebie. Co będę tak sama zanudzać. – powiedziałam.
- No pewno nie będziesz przeszkadzać, jesteś spoko, a co do nudy ja tu nie dam Ci się nudzić. Jutro jak co dzień idę do stadniny, idziesz za mną ? – zaproponowała.
- No dzięki, ty też jesteś spoko. No jasne, przecież wiesz, że uwielbiam konie, równie jak ty.
- Okej, a oto mój pokój, na ten weekend także twój. – powiedziała z jej uśmiechem.
- Normalnie, świetny.I taki duży. Jejku jaka fajna foto-tapeta z koniem.. to ty ? – zapytałam.
- Tak, ta na koniu to ja, nie ma to jak mieć się na swojej ścianie w pokoju. Dobra ja idę na dół do niech, a ty tu czuj się jak u siebie i się rozpakuj, tu masz wolne szafki, a tu będziesz spała – powiedziała , pokazując na dużą komodę,a nastepnie na łóżko – A i jak już skończysz to zejdź do nas na taras. – stwierdziła szybko zamykając za sobą drzwi.


Usiadłam na łóżku i powoli wyjmowałam z torby rzeczy myśląc. To chyba nie będzie taki zwyczajny weekend.....
--------------------------------------------------


I jak, podoba się ^^ ?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Rozdział 2

- Już jesteśmy. – powiedziałam mama wchodząc do autobus.
- O zajęłaś fajne miejsca. – wycedził tata.

Ściszyłam sobie trochę muzykę, żeby lepiej ich słyszeć i odpowiedziałam :

- No wiem, wiem, że fajne, specjanie dla nas. – zażartwałam. - Dobra ja słucham muzyki, gadajcie sobie ze sobą . – powiedziałam i podgłośniłam muzykę, wpatrując się w zamierającą za nami okolicę naszego miasta.

Słuchając tak muzyki i patrząc w okno w czasie podróży zasnęłam. Przebudziłam się zdziwiona jak to mogło się stać. Nawet nie pamiętam w którym momencie.
- I co wyspałaś się ? – usłyszałam głos taty.
- Hmm.. Co? , Oj tak, tak . O której zasnęłam ? – wycedziłam zmieszana.
- Gdzieś koło 11, zaraz po odjeździe.. – oznajmił tata.
- Ojej, a która teraz godzina ?
- Dokładnie 16:28 . – zaśmiał się.
- Co dokładność – powiedziałam z uśmiechem.
- Zaraz będziemy się znowu zatrzymywać, to możesz skorzystać z łazienki. Bo dwie poprzednie przystanki przegapiłaś. -wtrąciła mama.
- Dobrze, dobrze. – odparłam i odłączyłam słuchawki, chowając do torby.

- Postój ! – krzyknął pan kierowca. – Można skorzystać z toalety lub zjeść coś w barze na szybko. Za 20 minut widzę wszystkich z powrotem. – oznajmił.

Wysiadliśmy z autobusu skorzystaliśmy z toalety i wróciliśmy. Po skończeniu postoju ruszliśmy dalej. Tym razem wzięłam się za czytanie książki, dała mi ją moja przyjaciółka Hania, sama ją napisała.
Jest bardzo ambitą i zdolną osobą. Lubi wykonywać różne prace ręczne, uwielbia książki i właśnie dała mi do przeczytania swoją własną.
Zanurzyłam się w książce i tak mijała dalsza część podróży.........

Podoba się ^^ ? .. Już zaraz piszę trzeci ;D

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Rozdział 1

- Wstawaj, bo się spóźnimy. – Usłyszałam głos mamy.

Dzisiaj piątek, ostatni weekend wakacji miałam nigdzie nie wychodzić i spędzić go z rodzicami. Zaplanowali, że pojedziemy do trochę dalekiej rodziny mamy do Rzeszowa. Nie była tam od wieków, a ja i mój tata nigdy, więc po bo mamy tam jechać. Zgodziłam się tylko dlatego, że chciałam oderwać się od nudnej codzienności.

- Szykujesz się już czy nie ? – zapytała mama, nagle wchodząc do pokoju.
- No już, już .. – powiedziałam, wyrywając się z zamyślenia.
- To się pośpiesz, autobus mamy o 10:35. – odparła z wściekłością i wyszła z pokoju.

Spojrzałam szybko na zegarek i rzeczywiście musiałam się pieszyć, bo była już 90, a ja jeszcze nic ze sobą nie zrobiłam.
Ubrałam się, zapakowałam potrzebne rzeczy i poszłam na śniadanie. Szybko zjadłam, umyłam talerz i jeszcze szybko ogarnęłam pokój, bo nie wiadomo o której w niedzielę wrócimy, a w poniedziałek do szkoły. Na zegarku była już 100, drogi do przystanku mamy 5 minut.

- Już gotowa ? Wychodzimy.. – krzyczy mama z drugiego pokoju.
- Tak, już idę. – odpowiedziałam.
Wyszliśmy z bloku i szliśmy w kierunku przystanku, w miarę szybko, bo musieliśmy jeszcze kupić bilety.

- Dzwoniła Marysia .. – wyrzuciła nagle mama.

Marysia to moja daleka kuzynka, która mieszka w Rzeszowie w bardzo dużym domu wraz z moją ciotkę Krysią. Opiekuje się nią bo ostatnio miała poważny wypadek i ma złamaną nogę , jakiś nie wielki uraz głowy i nie może się wogóle poruszać. A moja kuzynka ma 16 lat i interesuje się jazdą konną i jeździ na koniach w pobliskiej stajni ,ona jeździ odkąd miała 7 lat. Ja również się fascynuję jazdą konną i jeżdżę, ale dopiero od roku.

- I co mówiła.. – zapytałam.
- Mówiła, że podejdzie po nas na autobus ,że na miejscu będziemy o 19:20 , akurat zdążymy na kolację i życzy nam miłej podróży.
- O jejku. – wycedziłam.
- Co ?
- Nie wiedziałam, że będziemy tak długo jechać. – oznajmiłam.
- No przecież ci mówiłam że to długa droga. – powiedziała mama.
- No dobra, dobra.
- O już podjeżdża nasz autobus, zajmij miejsce idę poszukać taty, coś długo kupuje te bilety. – stwierdziła z uśmiechem.
- Dobrze, tylko wracajcie szybko. – krzyknęłam, bo mama była już kilka metrów dalej.
Wsiadłam do autobusu zajęłam dla nas trzy dobre miejsca, siadłam na jednym z nich, oczywiście koło okna. Postawiłam moją podręczną torbę , wyciągnęłam telefon z słuchawkami i zaczęłam słuchać muzyki. Przez okno widziałam, że rodzice już biegną z biletami, a za nimi parę osób.



Jak się podoba ? ^^ Pisać dalej ?